Pierwsze 23 lata mojego życia mieszkałam na wsi. Wsi na krańcu świata, gdzie autobus przejeżdża 2 razy dziennie (poza wakacjami, weekendami, świętami itp. bo w te ni nie jeździ...), gdzie jest jeden sklep, a wszystkie domy są przy jednej drodze. Wsi, w której każdy każdego zna i każdy o każdym wszystko wie.
Gdzie sąsiadki są "ciociami" a okoliczne dzieciaki traktuje się jak rodzeństwo.
